niedziela, 13 września 2015

Life with BC - Relacja z Finałów DCDC 2015 w Warszawie

Nie mogłam się zebrać do napisania tego posta. Przyznaję, nie chciało mi się kompletnie! Ostatnio jestem tak zawalona robotą, że czasami zapominam jak się nazywam. Wybaczcie mi.

Już od dawna wiedziałam, że pojadę na DCDC. Mówiłam Wam w którymś poście na facebooku, że pójdę tam nawet pieszo. No ale oczywiście lepsza była wizja jechania pociągiem, dobrze że miałam taką możliwość. Czekałam na moment, żeby kupić bilety, no bo wiadomo, bez nich byśmy nie pojechali. No i w końcu dzień przed udało mi się je zdobyć.


Planowany wyjazd o 9:12 z Widzewa w Łodzi. To miała być pierwsza podróż Hutchera pociągiem, więc trochę się denerwowałam jak ją zniesie. O planowanej godzinie wyjechaliśmy ja, moja przyjaciółka oraz Hacz. Na szczęście oprócz problemu z wejściem do pociągu wszystko było okej. Na początku mieliśmy pusty przedział, więc młody mógł sobie chodzić, przez trochę spał nawet na siedzeniu obok mnie. Niestety kiedy zaczęło dosiadać się coraz więcej ludzi, poproszono nas o wzięcie psa na dół. Podróż przebiegła bezproblemowo, szliśmy więc na Pole Mokotowskie! Po drodze dostaliśmy telefon, gdzie nas wcięło, bo oczywiście ludzie nas wyczekiwali, a po nas ani śladu. 

Spotkaliśmy sporo ludzi i psów między innymi Beryl - Warszawska Hiena, I'm Rayo from Extreme Team, Hero - border collie, Ginka Turbinka oraz widzieliśmy Diana - belgian shepherd mix, Nie taki york straszny. A punktem kulminacyjnym był... Iron - border collie! A jak niektórym wiadomo, jest to brat Hutchera :) 

Kiedy się spotkali, nasza pierwsza reakcja to było - WOW. KLONY. Zachwyt był, chodziłyśmy do ludzi żeby pokazać im jak bardzo są do siebie podobni nie tylko z wyglądu ale też z zachowania. Przez cały czas odkąd poznałam właścicielkę Irona wymieniałyśmy się spostrzeżeniami o naszych psach no i doszłyśmy do wniosku, że są bardzo, bardzo, bardzo podobni. Młodziki miały okazję się też wybiegać podczas przerwy we freestyle'ach. 







Piesy bardzo się polubiły i nie miały ze sobą żadnych problemów. Było nam bardzo miło oglądać jak dwaj bracia spotykają się i bawią po ponad sześciu miesiącach rozłąki :) Mam nadzieję, że to nie było pierwsze i ostatnie takie spotkanie :))

Oprócz zabawy z Ironem, Hutcher miał też okazję powariować z Rayo, a ja poznałam bliżej jego wspaniałą właścicielkę Nikolę (było nam bardzo miło!). Kolejne świetne doświadczenie z Warszawy.

Poza tym Hacz miał możliwość popływania w wodzie na Polu Mokotowskim. Była o niebo czystsza niż ta u nas, więc korzystaliśmy.




Mieliśmy zostać na dwa dni, jednak nie wypaliło w ostatniej chwili. No cóż, życie jest przewrotne i czasem nie da się tego uniknąć. Cieszymy się jednak bardzo, że mogliśmy tam być, poznać nowych psich i ludzkich kumpli, popatrzeć na zawody i kupić nowe frisbiacze! :) Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku pojedziemy nie tylko na finały ale do innych miejscowości także. Może nawet wystartowalibyśmy w jakiejś konkurencji? Chciałabym też w 2016 roku wpaść na jakieś Dog Games'y. No i powinniśmy spróbować naszych sił w wystawach ale to jeszcze zobaczymy.

Wypad uważam za bardzo udany, z chęcią bym tam wróciła, Hutcher pewnie też. Cóż mogę więcej powiedzieć? Było po prostu wspaniale :)

Pozdrawiamy,
Magda&Hutcher.